|
Archiwum
Ostatnie wpisy
|
piątek, 27 stycznia 2012
HAPPY ENDU NIE BĘDZIE
Jeśli ktoś jest ciekawy, jak potoczyły się sylwestrowe losy mojej koleżanki, o której pisałem w listopadzie (http://bezpauliny.blox.pl/2011/11/DOBRE-WIESCI.html) i jej niezrażonego adoratora, to nie mam dobrych wieści. Happy endu nie będzie. Owszem pojechali, pobalowali i wrócili. Nic nie zaiskrzyło, do niczego nie doszło i wygląda na to, że koleś też już sobie odpuścił (ponoć od początku stycznia w ogóle do niej nie zagaduje). Pewnie sobie pomyślał, że jak nie zbajeruje jej na tym wyjeździe, to znaczy, że już jej nigdy nie zbajeruje. Faktycznie, lepszą okazję trudno chyba sobie wyobrazić. Chyba, że przyjął taktykę "na twardziela" i ma nadzieję, że ona jeszcze zatęskni za jego adoracją, a przy okazji za nim. Ale niestety, gdybym mógł z nim pogadać, to nie miałbym dla niego dobrych wieści. Z tego co napisała, wynika jednoznacznie, że po pierwsze ten wyjazd ostatecznie przekonał ją, że "to nie to", a po drugie ona z wyraźną ulgą przyjęła, że te jego podchody się skończyły. Czyli chyba muszę z pokorą przyznać, że jej niezrozumiała dla mnie dwa miesiące temu postawa polegająca na rozpaczliwej chęci założenia rodziny i jednoczesnym odtrącaniu na wstępie zalotów tego kolesia, była pewnie uzasadniona tzw. kobiecą intuicją. A ta, jak wiadomo, nigdy nie zawodzi ;)
wtorek, 24 stycznia 2012
PRZYKRA SPRAWA...
...ale ten dopisek na końcu jednak mnie rozbawił - nie ma to jak wyżalić się całemu światu :)
poniedziałek, 23 stycznia 2012
DZIEŃ JAK CO DZIEŃ?
Obudziłem się obok fajnej dziewczyny, a więc zaczęło się całkiem dobrze. Śniadanie - też nieźle. Potem było już jednak tylko gorzej. Postanowiłem bowiem zrobić pranie. Trochę się nazbierało, do wyjścia z domu jakieś półtorej godziny - pomysł wydawał się genialny. Do czasu! Konkretnie do czasu włączenia pralki, co poskutkowało wywaleniem bezpiecznika. Ale nic - te nowe bezpieczniki to nawet tacy jak ja potrafią włączyć. Niczego więc nie przeczuwając przesunąłem takie małe czarne coś do poprzedniej pozycji. Błysnęło, huknęło, po czym zapanowała ciamność i cisza. KURWA Dobra, spokojnie, trzeba wezwać elektryka. Przyszedł na 11:00. Naprawił, trudno nie miał, po prostu wywaliło korki na klatce. Przy okazji zdiagnozował jednak problem - pralka się zjebała i wywala instalację. W sumie łatwe do przewidzenia, ale potwierdzone empirycznie (jemu też huknęło i błysnęło przy włączaniu pralki do kontaktu). OK, a więc teraz akcja "pralka". Od pewnego czasu już mnie drażniła, ponieważ coraz głośniej wyła, czasami zapominała odwirować, a dodatkowo śmierdziało jej trochę z bębna. Dzisiaj miarka się przebrała. Najpierw odłączyć starą. Okazało się, że taka pralka ma w sobie więcej wody niż to się może wydawać (przynajmniej mi) i, że ja nie mam szmat w liczbie stosownej do ilości tej wody. KURWA KURWA Po opanowaniu powodzi, jeszcze bardziej wściekły na pralkę udałem się do EURO RTV AGD. Tam najpierw szło gładko - pralka wybrana, miły pan z obsługi wystawia zamówienie i nagle...system komputerowy się wykłada. 45 minut oczekiwania na reaktywację ("za pięć minut wszystko będzie ok"). Pralka kupiona, ale przyjedzie dopiero w środę (będę musiał sobie gacie uprać ręcznie bo mi jedne czyste zostały). Na szczęście za dodatkowe 29,90 panowie zabiorą starego grata. Dopiero 18-sta się zbliża, jeszcze się coś może wydarzyć... PS. Polacy przegrywają w ręczną z Macedonią i chyba tym razem nie odrobią :/
sobota, 21 stycznia 2012
Właśnie przed chwilą zadzwoniła do mnie znana Wam z wcześniejszych wpisów mężatka z tradycyjną propozycją "pogadania". Mąż ponoć znowu w delegacji. Swoją drogą te jego weekendowe delegacje to mi się mocno podejrzane wydają - pewnie dokładnie tak samo ją puszcza kantem, jak ona jego... Propozycja została oczywiście przeze mnie zdecydowanie odrzucona, a przy okazji uświadomiłem ją, że ja teraz "gadam" z kimś innym...Chyba była autentycznie zaskoczona, co mnie szczególnie nie dziwi, biorąc pod uwagę, że jakiś czas temu kilka razy mówiłem jej, że ja bardzo wątpię, że w przewidywalnej przyszłości zwiążę się z kimś na poważnie. Mówiąc zupełnie szczerze to ja też jestem trochę tym zaskoczony, aczkolwiek moje zaskoczenie ma charakter bardzo pozytywny :) Oczywiście życzyła mi powodzenia itd itp, ale na końcu nie omieszkała dodać, że gdybym kiedyś "potrzebował jakiejś odmiany", to mogę do niej zawsze zadzwonić. Klasyczny przykład sądzenia innych po sobie. O tyle zaskakujący, że rozmawiałem z nią raz czy dwa na temat wierności i zdrad i doskonale zna moje podejście do tego tematu... Gadka była więc krótka, a wiecie co zrobiłem potem? Wykasowałem jej numer telefonu. Uprzedzając złośliwe komentarze - nie, nie po to, żeby mnie nie kusiło ;) Po prostu jakoś mnie olśnio (wiem, że dość późno), że z niej to jest jednak kawał suki...
wtorek, 17 stycznia 2012
-Tata, myślisz, że jestem wystarczająco luzacki? Jak myślicie?
poniedziałek, 16 stycznia 2012
UCZ SIĘ DZIECKO JĘZYKÓW
-Tata, dlaczego wszędzie sprzedają sale?
niedziela, 15 stycznia 2012
DOBRA WIADOMOŚĆ...
...przynajmniej dla mnie. Otóż okazuje się, że są jeszcze na świecie normalne dziewczyny, a przy tym atrakcyjne i bardzo miłe. Na dodatek nie mające mężów, narzeczonych ani kochanków*. Co więcej, dziewczyny takie przemieszczają się tymi samymi szlakami, którymi pędzi czasem stado pięciu słoni. Innymi słowy, nie owijając w bawełnę, wygląda na to, że słoń już nie jest do wzięcia... *to się akurat ostatnio trochę zmieniło, ale nie powiem, żebym z tego powodu narzekał ;)
środa, 11 stycznia 2012
ZDANIE DOBRE, ALE NIEPRAWIDŁOWE
Na zebraniu w szkole podsumowującym pierwsze półrocze dostałem między innymi taki sprawdzian. Ja bym się kłócił! A czemu niby jaskółka nie może sobie lecieć do karmnika latem? ;)
poniedziałek, 09 stycznia 2012
JAK MOŻNA NIE KOCHAĆ MAMY?!
-Tata, a na ile mnie kochasz w skali od 1 do 100?
czwartek, 05 stycznia 2012
BYĆ JAK CRISTIANO RONALDO
Jak wiecie, a może i nie, mam taki plan, aby któregoś dnia, za jakieś 15-20 lat, zasiąść sobie na Estadio Santiago Bernabeu (ewentualnie Old Traford) w swojej prywatnej loży i obserwować jak mój syn strzela tam gole. Plan już jest w trakcie realizacji, na razie na początkowym etapie pod nazwą KS Delta Warszawa... To małe czerwone co przebiega na początku na pierwszym planie to właśnie przyszły Cristiano R. A tu jeszcze mała niezamierzona sztuczka ekwilibrystyczna (dla spostrzegawczych), która jak słychać wzbudziła entuzjazm u kolegów i jak widać ubaw u trenera |